W 1956 roku w Organizacji Gehlena narodził się pomysł przeniesienia z Niemców na Polaków odium za II Wojnę Światową.
Wymyślono termin: polskie obozy koncentracyjne, oraz zalecono go do stosowania w mediach, głównie zachodnich.
Nawet po ujawnieniu przez prasę, media elektroniczne, kto był pomysłodawcą tej metody szkodzenia Polsce oraz jaki był jej cel – żadne polskojęzyczne służby specjalne nie reagują we właściwy sposób.
Po
prawdzie - nie reagują w ogóle.
Jest to jeden z symptomów świadczących o tym, że w Polsce nie ma czegoś takiego jak polskie służby specjalne.
Innym takim symptomem jest permanentna obecność tajnych służb na forach, portalach prawicowych oraz we wszelkich organizacjach patriotycznych i prawicowych.
Od 2006 roku angażuję się politycznie i stwierdzam jedno – tam, gdzie jest prawica, tam gdzie zbierają się Polacy zaangażowani w życie polityczne i gospodarcze kraju – tam zawsze kręci się obca agentura.
Obecność ta przejawia się w zastraszaniu wolnych obywateli, odstręczaniu od organizacji, rozbijaniu tych organizacji, skłócaniu, mąceniu, zasypywaniu uczestników negatywami o Polakach itp. Omówione szerzej w innej części.
Świadczy to dobitnie o tym, że w Polsce nie ma rodzimej agentury, która eliminowała by obce elementy z życia polskiego społeczeństwa - i dbała o jego bezpieczny zrównoważony rozwój.
Jest to jeden z symptomów świadczących o tym, że w Polsce nie ma czegoś takiego jak polskie służby specjalne.
Innym takim symptomem jest permanentna obecność tajnych służb na forach, portalach prawicowych oraz we wszelkich organizacjach patriotycznych i prawicowych.
Od 2006 roku angażuję się politycznie i stwierdzam jedno – tam, gdzie jest prawica, tam gdzie zbierają się Polacy zaangażowani w życie polityczne i gospodarcze kraju – tam zawsze kręci się obca agentura.
Obecność ta przejawia się w zastraszaniu wolnych obywateli, odstręczaniu od organizacji, rozbijaniu tych organizacji, skłócaniu, mąceniu, zasypywaniu uczestników negatywami o Polakach itp. Omówione szerzej w innej części.
Świadczy to dobitnie o tym, że w Polsce nie ma rodzimej agentury, która eliminowała by obce elementy z życia polskiego społeczeństwa - i dbała o jego bezpieczny zrównoważony rozwój.
Kiedy
minister Wróbel zagrażał ośrodkom odpowiedzialnym za zamach
smoleński – został poćwiartowany, zaś winnym zbrodni okazuje
się być jego własny syn.(???)
Nie
słyszałem o takim.
A taka robota jest właśnie w gestii służb - mniej lub bardziej dyskretne likwidowanie oszczerców Polski.
Skąd
Gehlen wiedział, że jego oszczercza metoda przenoszenia
odpowiedzialności za niemieckie zbrodnie na Polaków nie spotka się
z żadnymi retorsjami?
I to od lat pięćdziesiątych?
Jest pewne, że stało się to w porozumieniu z Werwolfem, który już wtedy znacznie kontrolował sytuację w Polsce.
Min. zadbał o nieużywanie na pomnikach wyrażenia Niemcy dla określenia sprawców zbrodni.
Z reguły na pomnikach poświęconych zamordowanym w II Wojnie Światowej jest napisane:
zamordowani przez faszystów, hitlerowców,
a prawie nigdy – przez niemców
Czy
za 50, za 100 lat, polska młodzież uzna, że Polaków mordowali
polscy faszyści?
"W końcu pomniki postawiono tuż po wojnie, a napisane jest jak byk: przez faszystów, a nie: przez niemców..."
To bezczelne oszustwo ma drugie dno - nie mówi się o tym, że obozy koncentracyjne zostały zbudowane w
celu masowego mordowania Polaków.
Tragedia żydów jest szeroko rozgłoszona w świecie - o Polskich ofiarach mówi się bardzo mało - powstaje osobliwa sytuacja. Wielu ludzi na świecie traktuje to tak, jakby były to polskie obozy dla
żydów i niektórych zbuntowanych Polaków.
W
ten sposób sugeruje się kłamliwie, że w latach 40-tych w Polsce
trwała jakoby
wojna domowa - pomiędzy faszystami, a żydami i niektórymi
Polakami.
Na obchodach 65 rocznicy
zwycięstwa nad niemcami 9 maja w Moskwie, mówiono o zwycięstwie
nad faszyzmem - zwycięstwie amerykanów, rosjan, anglików, francuzów
i niemieckich antyfaszystów.
Polaków, czwartej armii świata - nie
wymieniono.
Decyzję o całkowitej zagładzie żydów
(endlosung) niemcy podjęli w roku 1942 na konferencji w
Oranienburgu.
Ludność pochodzenia żydowskiego była
masowo zwożona do obozów od połowy roku 1942. Wcześniej
żydów zamykano w gettach i oznaczano specjalną opaską.
Krótki film, świadectwo naocznego
świadka więźnia niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz.
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=TqFzvUUdsXo#!
Termin „polskie obozy koncentracyjne” wymyśliły w 1956 r. niemieckie tajne służby.
Ujawnił to dr Leszek Pietrzak.Doktor historii. Były pracownik Urzędu Ochrony Państwa (1990-2000). Były Pracownik Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Wykładowca akademicki.
Potwierdzenie tezy, że głównym celem II Wojny Światowej było wymordowanie Słowian, znajdujemy u historyków rosyjskich, ale nie tylko.
Dojście do władzy Hitlera w niemczech, cały ruch faszystowski sfinansowały amerykańskio-brytyjsko-niemieckie klany bankowe i przemysłowe.
Podobnie jak Lenina i rewolucję w carskiej Rosji.
http://www.bryk.pl/teksty/liceum/j%C4%99zyk_polski/wsp%C3%B3%C5%82czesno%C5%9B%C4%87/3539-obozy_koncentracyjne_w_polsce.html
http://wiadomosci.wp.pl/kat,36474,title,Polskie-obozy-koncentracyjne-w-niemieckim-podreczniku,wid,14942401,wiadomosc.html?ticaid=1ffed&_ticrsn=3
http://zbigniewjacniacki-zyciemojeinasze.blogspot.com/2013/02/80-lat-temu-44-latek-z-niemiec-wzbudzi.html
http://januszwojciechowski.salon24.pl/421931,na-polskie-obozy-smierci-zapracowalismy-sami
http://pl.wikipedia.org/wiki/Polskie_obozy_koncentracyjne
http://newsland.com/news/detail/id/1122136/
Fot.10: Zdjęcie reinharda Gehlena z 1972 roku (po pogrzebie gen. Franza Haldera).
* * *
TOW „Gryf Pomorski”
Pewną
ilość informacji na temat powiązań UB, SB z Gestapo podaje nam
książka autorstwa Stefana Dargacza, członka TOW „Gryf
Pomorski”, pt.:
„Zbrodnie
polskojęzycznej grupy Gestapo przemianowanej po 1945 roku na UB w
okresie okupacji niemieckiej i sowieckiej w Polsce”.
(Fot. 11)
(Fot. 11)
Książka
ma 80 stron wielkości A4, zawiera, oprócz świadectw członków Gryfa
Pomorskiego, kserokopie szeregu dokumentów.
Książkę
można przeczytać (lub za darmo ściągnąć na na swój dysk) na
stronie:
www.gryf-pomorski.pl
(Uwaga:
nie mylić ze stroną: gryf-pomorski.prv.pl
!!!!)
W
książce autor nagminnie używa zwrotu: „polskojęzyczna
grupa Gestapo” – jest to
oczywiście zabieg celowy, mający charakter odtrutki na zakorzenione
niewłaściwe przekonania obywatela polskiego na temat historii
najnowszej.
Osobiście
uważam ten zabieg za jak najbardziej właściwy i wskazany. W
polskich mediach należy właśnie tak postępować – niemieckich
zbrodniczych dygnitarzy, jak Forster, należy nazywać bandytami, a
nie ...gauleiterem......
Postępują tak nasi wrogowie, wybielają siebie ( vide mało znamienne gauleiter i nie tylko ), jednocześnie sącząc kłamstwa na temat Polski i Polaków.
Postępują tak nasi wrogowie, wybielają siebie ( vide mało znamienne gauleiter i nie tylko ), jednocześnie sącząc kłamstwa na temat Polski i Polaków.
Wielką
krzywdą dla nas, a jednocześnie znaczącym (choć chwilowym)
zwycięstwem Werwolfu jest to, że Polak Polaka niewłaściwie
posądza i traktuje.
Nie ma
między nami wspólnoty nie dlatego, że jesteśmy indywidualistami,
ale z powodu wrogiej nam propagandy obcych wywiadów.
Nie
tylko niemieckie i rosyjskie wywiady mają na celu zniszczenie
polskości i Polaków, ale też amerykańskie, angielskie, francuskie
i inne.
W
interesie tych państw jest słaba Polska, bo na tym ich narody i oni
sami z osobna (agentura) czerpią realne finansowe profity.
* * *
Podobnym
świadectwem jest artykuł
„Siedziałem z gauleiterem”
na stronie: Aspekt Polski (aspektpolski.pl), z marca 2012 roku.
„Siedziałem z gauleiterem”
na stronie: Aspekt Polski (aspektpolski.pl), z marca 2012 roku.
Panowie
Stanisław Uciński i Mieczysław Filipczak relacjonują, jak
traktowano w PRL niemieckiego bandytę – Alberta Forstera – swego
czasu, z ramienia Hitlera, namiestnika ziemi gdańskiej.
Według
tej relacji Bolesław Bierut był nie tylko pułkownikiem NKWD, ale
przede wszystkim – agentem Gestapo.
Mowa jest również o
Polskojęzycznej Grupie Gestapo stworzonej przez Forstera
na terenie Pomorza:
„Wyrok
śmierci na młodej sanitariuszce był nie tylko sądową zbrodnią
komunistyczną, ale i nazistowską, ponieważ w składzie sędziów,
którzy 3 sierpnia 1946 r. skazali "Inkę" na śmierć, był
pracujący w czasie wojny w Kriminalpolizei (Kripo) niemiecki oficer
Kazimierz Nizio-Narski, członek Polskojęzycznej Grupy Gestapo
powołanej przez Alberta Forstera w celu całkowitej
germanizacji Pomorza.
Po wojnie Polskojęzyczna Grupa Gestapo została przemianowana na UB i wniknęła również do "polskiego sądownictwa" wojskowego."
Po wojnie Polskojęzyczna Grupa Gestapo została przemianowana na UB i wniknęła również do "polskiego sądownictwa" wojskowego."
„Od lat
badamy genezę tego paktu narodzonego w Wolnym Mieście Gdańsku w
Oliwie w domu przy obecnej ulicy Piastowskiej nr 20. Dom należał
wtedy do rodziny Modrowów (z Bolesławowa koło Skarszew –
nazwa tej miejscowości powstała na cześć B. Bieruta – przyp.
M.P.S.)
Pakt zawiązany konspiracyjnie na przełomie 1935 i 1936 r. (nazwę Ribbentrop-Mołotow otrzymał dopiero w 1939 r.) Doszło już do formalnego spotkania wysokiej rangi wysłanników Hitlera i Stalina.
Hitlera reprezentował Waldemar Nicolai - płk SS, doradca Hessa (zastępcy Hitlera) oraz Albert Forster - gauleiter tzw. Prowincji Gdańsk Prusy Zachodnie;
Pakt zawiązany konspiracyjnie na przełomie 1935 i 1936 r. (nazwę Ribbentrop-Mołotow otrzymał dopiero w 1939 r.) Doszło już do formalnego spotkania wysokiej rangi wysłanników Hitlera i Stalina.
Hitlera reprezentował Waldemar Nicolai - płk SS, doradca Hessa (zastępcy Hitlera) oraz Albert Forster - gauleiter tzw. Prowincji Gdańsk Prusy Zachodnie;
Stalina natomiast - najbliższy
swego czasu współpracownik Lenina - Karol Radek (prawdziwe
nazwisko: Sobelson, polski Żyd z Tarnowa) oraz płk NKWD, a
zarazem agent Gestapo Bolesław Bierut. „
Warto
zaznajomić się z tym krótkim tekstem.
Forster był
odpowiedzialny min. za mord w lasach piaśnickich, gdzie zamordowano 12 - 14 tysięcy
osób, głównie przedstawicieli inteligencji polskiej) oraz KL Stutthof - ok. 65 tys. ofiar.
W Piaśnicy mordowano ludzi bezbronnych, cywili, w tym kobiety oraz dzieci.
W Piaśnicy mordowano ludzi bezbronnych, cywili, w tym kobiety oraz dzieci.
Fot. 13: Mord w Piaśnicy.
(Zdjęcie
ze strony:
http://www.lesniewo.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=59&Itemid=44)
Obecnie
trwa mitologizacja tego niemieckiego bandyty. Niestety w powszechnym
użyciu funkcjonują takie zwroty jak: gauleiter, dostojnik niemiecki
itp. zamiast: zbrodniarz, bandyta.
Niepokojące
jest to, że młodzi ludzie ekscytują się tzw. forsterówką, tj.
modrzewiową leśniczówką na Wyspie Sobieszewskiej, należącą
niegdyś do Forstera. Przekonuje się opinię publiczną o
zabytkowych walorach tego obiektu w oderwaniu od zbrodniczej
działalności kata Pomorza.
!
Pewnym wytłumaczeniem jest to, iż temat ten eksplorują głównie germanofile (5 kolumna, polskojęzyczni niemcy? ) – aktywni uczestnicy paragermanofilskich forum internetowych: Dawny Gdańsk, Wolne Forum Gdańsk, Dnazig-online, oraz czasopismo „Odkrywca”.
forum.dawnygdansk.pl/viewtopic.php?t=598 Gdańsk, czy Danzig?
forum.dawnygdansk.pl/viewtopic.php?t=598 Gdańsk, czy Danzig?
Fot. 14:
Słynny szpieg z Krainy Deszczowców pokazuje nam, aby zachować
dyskrecję (palec na ustach). Avatar niejakiej Pani Izabeli Sitz –
Abramowicz. Pani Abramowicz lubi używać niemieckich przedwojennych
nazw (np. na swoim blogu fritzekneufahrwasser.blogspot ) podobnie jak wiele osób na ww. stronach.
Zaś na
stronie: fotografistka-fritzek.blogspot publikuje swoje zdjęcia, min. swój akt. A to dość wyjątkowe, aby
fotograf prezentował siebie samego na swoich własnych zdjęciach, w
dodatku na golasa... czyżby lekki ekshibicjonizm??
Czy na
zdjęciu powyższym to też Pani Abramowicz we własnej, tym razem
skrywanej postaci – kobieta szpieg? Kobieta dywersant?
Fot. 15:
Blogowicze z lokalizacji Westpreußen,
Polska (!!!)
Jak
widać na powyższym zdjęciu (zrzut ekranu) Prusy Zachodnie
istnieją, a nawet mają trzech obywateli.
Po
jednym z Gdańska Nowy Port, Gdyni
(!!) i Torunia (!!!).
Niesamowite....
Toruń w West Preussen – Kopernik chyba przewraca się w grobie.
Jakimś kompletnym ewenementem jest blog:
http://pruskihoryzont.blogspot.fi/
gdzie autor: Von Preussen z Riesenburg Prusy (??!!)
Jakimś kompletnym ewenementem jest blog:
http://pruskihoryzont.blogspot.fi/
gdzie autor: Von Preussen z Riesenburg Prusy (??!!)
pisze min.:
"Województwo Pomorskie wyrosło na korzeniach ziem dawnych Pomorzan, z których wywodzą się obecni Kaszubowie i Kociewiacy, biorący swe nazwy od regionów które przyszło im zamieszkiwać."
jednocześnie:
"Na dzień dzisiejszy w Polsce mieszka 628 osób o tym nazwisku, w tym duża część na terenie ziemi pruskiej (powiaty Kwidzyński, Sztumski, Malborski, Iławski, Olsztyński, Kętrzyński, Lubawski) (...)
Ciekawostką jest, iż co najmniej część mieszkańców wymienionych wcześniej powiatów należy do ludności autochtonicznej pozostałej na ziemi pruskiej po 1945 roku. Jeżeli chodzi o Niemcy mieszka tam obecnie 4066 ludzi noszących nazwisko Preuss. "
http://pruskihoryzont.blogspot.com/2011_12_01_archive.html
http://pruskihoryzont.blogspot.com/2012_06_01_archive.html
Ja się pytam: Gdzie są służby?
Służb nie ma, a mimo to Polacy są najbardziej inwigilowanym narodem w UE - a to znaczy, że (pewnie poza Koreą Pn.) - najbardziej na świecie.
Jest to jeszcze jeden z symptomów świadczących o tym, że w Polsce
NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO jak POLSKIE SŁUŻBY SPECJALNE.
Jesteśmy po prostu DOZOROWANI i pilnowani przez obce służby - stąd tak wielka ilość podsłuchów.
"Z raportu Komisji Europejskiej wynika, że w 2010 roku policja i służby specjalne sięgnęły 1 milion 300 tysięcy razy po billingi obywateli i odbyło się to bez żadnej kontroli sądowej czy prokuratorskiej, a także bez wiedzy osób, których to dotyczy.
Zdaniem Mikołaja Pietrzaka, nie ma żadnego powodu, dla którego policja miałaby sięgać po takie informacje, jeżeli nie popełniamy przestępstwa.
Podkreśla on, że jest to łamanie konstytucyjnego prawa obywateli do zachowania prywatności."
http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/370963,Polacy-najbardziej-inwigilowanym-narodem-Unii-Europejskiej
Zwracam uwagę na zwrot: "..narodem Unii Europejskiej" - znaczy, że inne narody na terenie Polski nie są inwigilowane?
Prawo w Polsce jest nastawione przeciw Polakom.
Za zabicie bandyty w obronie własnej grozi kara więzienia.
Nie pozwala się na powszechny dostęp do broni palnej osobom dorosłym, stwierdzając, że czyni się to w obronie życia ludzkiego.
W wyniku zabójstw, bandyckich napadów ginie co roku ok. 800 osób.
Jednak w wyniku wypadków co roku na polskich drogach ginie ok. 5000 osób.
Jakoś nikt nie zakazuje ludziom kupowania samochodów.
Dla bezpieczeństwa obywateli.
Zamyka się sądy, likwiduje armię, komendy policji, szpitale, a pieniądze wydaje na budowę boisk.
http://www.statystyka.policja.pl/portal/st/tagi/11/zabojstwa.html
"wysłane do Ludwigsburga"
Wielka czystka w archiwach
Sprawa przekazywania Niemcom dokumentacji zbrodni wojennych wyszła na jaw przy okazji 65. rocznicy wybuchu wojny.
Już wiosną 1959 r. na prośbę centrali w Ludwigsburgu Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce zaczęła przekazywać zawartość polskich archiwów partnerom z RFN. Tylko w latach 1965-1989 Polacy przekazali Niemcom 36 tys. protokołów zeznań, 150 tys. fotografii, kilkadziesiąt tysięcy mikrofilmów i 12 tys. kompletów materiałów z prowadzonych śledztw.
Legalne bezprawie
Prof. Witold Kulesza, dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, twierdzi, że istniała podstawa prawna, by przekazywać Niemcom dokumenty.
Otrzymane z Polski dokumenty miały służyć uruchomieniu wewnętrznego śledztwa w centrali w Ludwigsburgu, a ponieważ nie miała ona uprawnień prokuratorskich, wysyłano je później, jako podstawę ewentualnych aktów oskarżenia, do urzędów prokuratury powszechnej w miejscu zamieszkania podejrzanych.
Polski antystandard
Z punktu widzenia polskiego prawa udostępnianie oryginałów akt - co jest skądinąd złamaniem światowego standardu w wymiarze sprawiedliwości - było nie tylko niedbalstwem, ale wręcz bezprawiem.
Prof. Kulesza nadal opowiada się za współpracą z Ludwigsburgiem. W 2005 r. pracownicy IPN otrzymali podpisaną przez niego notatkę służbową, w której apeluje o pomoc dla centrum w Ludwigsburgu "w związku z tendencjami likwidacyjnymi tej instytucji". Innymi słowy, chodziło o wysyłanie do Ludwigsburga jak najwięcej akt. W uznaniu zasług dla polsko-niemieckiej współpracy prof. Kulesza jest często zapraszany do RFN na wykłady, prelekcje, a niedawno został także nagrodzony medalem przyjaźni.
Nie ma winnych!
Naczelnik Antoni Kura z IPN wraz z podległym mu prokuratorem Lucjanem Nowakowskim zwrócili się w kwietniu 2005 r. do ówczesnego prezesa IPN prof. Leona Kieresa o wyjaśnienie, dlaczego przekazywano Niemcom oryginały dokumentów.
prof. Daria Nałęcz
DYREKTOR NACZELNY ARCHIWÓW PAŃSTWOWYCH:
„Utrata znacznej części tak ważnego dla Polski archiwum dokumentującego niemieckie zbrodnie to kuriozum. Mogłabym jeszcze zrozumieć, gdyby chodziło tylko o naszą pomoc prawną, bo do tego jesteśmy zobowiązani. Jednakże niewykonanie kopii, brak dbałości o zwrot oryginałów, nie mówiąc już o utajnieniu tego procederu przed negocjatorami procesu restytucji archiwaliów z Niemiec, jest co najmniej niepokojące. Mam nadzieję, że ktoś w tej sprawie pójdzie jednak po rozum do głowy. Dobrze byłoby wiedzieć, czy chociaż jedna ze spraw, których akta przekazano, zakończyła się procesem lub skazaniem winnego.”
Prawo w Polsce jest nastawione przeciw Polakom.
Kto za tym stoi?
Krótka niepełna analiza dotycząca sytuacji Polski i Niemiec po wojnie
/mowa o Niemczech „właściwych” tj. Zachodnich/:
Kartogramy
1. Referendum akcesyjne do UE 2003 r.

2. Wybory prezydenckie 2005 r. - na tle mapy II RP i Ks. Warszawskiego

3. Wybory do Sejmu 2007 r.
Co naprawdę wiemy o deportacjach z lat powojennych, jeśli władzę dzierżył Werwolf?
4. Wybory prezydenckie 2010 r.

5. Wybory do Sejmu 2011 r.
6. Procent głosów nieważnych w wyborach do Sejmików

7. Procent głosów nieważnych w wyborach samorządowych 2010 r.
Jeżeli państwem polskim zarządzało polskojęzyczne gestapo (przemianowane po roku 1945 na UB), to skąd pewność, że powojenne dane demograficzne nie są zakłamane.
MS Steuben – zginęło ok. 4900 osób
MS "Goya" – zginęło ok. 6800 osób
MS "Wilhelm Gustloff" – zginęło ok. 10000 osób
Na tych wrakach nie wolno nurkować, nawet na 50 m nie wolno się zbliżać.
Skąd pewność, że to prawda?
Brakuje mi Gryfa i Łupaszki na Pomorzu...
ale to pokazuje zaangażowanie pro-polskie. Akcja Wisła - przesiedlenie Ukraińców - to rok 1947.
Zwracam uwagę na zwrot: "..narodem Unii Europejskiej" - znaczy, że inne narody na terenie Polski nie są inwigilowane?
Prawo w Polsce jest nastawione przeciw Polakom.
Za zabicie bandyty w obronie własnej grozi kara więzienia.
Nie pozwala się na powszechny dostęp do broni palnej osobom dorosłym, stwierdzając, że czyni się to w obronie życia ludzkiego.
W wyniku zabójstw, bandyckich napadów ginie co roku ok. 800 osób.
Jednak w wyniku wypadków co roku na polskich drogach ginie ok. 5000 osób.
Jakoś nikt nie zakazuje ludziom kupowania samochodów.
Dla bezpieczeństwa obywateli.
Zamyka się sądy, likwiduje armię, komendy policji, szpitale, a pieniądze wydaje na budowę boisk.
http://www.statystyka.policja.pl/portal/st/tagi/11/zabojstwa.html
* * *
"wysłane do Ludwigsburga"
"Wprost",
Nr 1221 (07 maja 2006):
Jan M. Fijor: Komisja zacierania zbrodni
Jan M. Fijor: Komisja zacierania zbrodni
Polska
oddała Niemcom bezcenne akta dokumentujące zbrodnie wojenne i może
ich nigdy nie odzyskać
Czy można sobie wyobrazić, że polski wymiar sprawiedliwości gromadzi dowody zbrodni katyńskiej, a potem wszystkie oryginały oddaje Rosjanom? A tak się właśnie stało z wieloma kluczowymi dowodami zbrodni niemieckich popełnionych w Polsce w czasie II wojny światowej.
Czy można sobie wyobrazić, że polski wymiar sprawiedliwości gromadzi dowody zbrodni katyńskiej, a potem wszystkie oryginały oddaje Rosjanom? A tak się właśnie stało z wieloma kluczowymi dowodami zbrodni niemieckich popełnionych w Polsce w czasie II wojny światowej.
Gdyby
teraz Polska miała się procesować z Niemcami w sprawie odszkodowań
za zbrodnie wojenne, nie bylibyśmy w stanie wielu naszych roszczeń
udowodnić. Dużą część dowodów winy, w tym tysiące oryginałów
zeznań świadków, fotografii i innych materiałów śledczych,
dobrowolnie oddano niemieckim prokuraturom.
Teraz
nie wiadomo, gdzie są te dokumenty i czy kiedykolwiek je odzyskamy.
To sprawa niebywała, nie mająca precedensu w żadnym europejskim
kraju, szkodząca nie tylko pamięci o zbrodniach, ale też
wizerunkowi Polski jako państwa prawa.
Dokumenty
przekazywała najpierw Główna Komisja Badania Zbrodni
Hitlerowskich, a później jej następczyni - działająca przy
Instytucie Pamięci Narodowej Główna Komisja Ścigania Zbrodni
przeciwko Narodowi Polskiemu. Pośrednikiem między komisją a
prokuraturami RFN była tzw. centrala w Ludwigsburgu, instytucja
powołana w celu "poprawy wizerunku" niemieckich organów
ścigania zbrodni wojennych.
Wielka czystka w archiwach
Sprawa przekazywania Niemcom dokumentacji zbrodni wojennych wyszła na jaw przy okazji 65. rocznicy wybuchu wojny.
W
2004 r. ówczesny dyrektor IPN prof. Leon Kieres zwrócił się do
podległych mu prokuratorów IPN, by przygotowali raport o stanie
śledztw w sprawach zbrodni Wehrmachtu popełnionych we wrześniu
1939 r.
I
wtedy okazało się, że w tysiącach teczek znajdujących się w
archiwach IPN brakuje nie tylko oryginałów zeznań czy zdjęć, ale
nawet wiarygodnych kopii tych dokumentów. A bez oryginalnych akt
zakończenie spraw, czyli ich umorzenie lub wydanie wyroku
skazującego, nie jest możliwe.
Jak
informuje "Wprost" dr Antoni Kura, naczelnik Wydziału
Nadzoru nad Śledztwami Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko
Narodowi Polskiemu, takich niezamkniętych postępowań może być
nawet 10 tysięcy. Niektóre z nich są bardzo głośne, na przykład
sprawa zbrodni niemieckich popełnionych na terenie obozów
Gross-Rosen czy Treblinka.
W
kilkuset przebadanych dotychczas teczkach znaleziono jedynie
adnotację: "wysłane do Ludwigsburga".
Zentrale Stelle der Landesjustizverwaltungen w Ludwigsburgu powstała w listopadzie 1958 r., a jej formalnym celem było archiwizowanie akt pohitlerowskich i przekazywanie ich do odnośnych urzędów prokuratury powszechnej. Choć centrala miała mieć charakter tymczasowy, istnieje do dziś i "stanowi urząd wymiaru sprawiedliwości, działający zgodnie z konstytucją" - jak wynika z wykładni niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego.
Zentrale Stelle der Landesjustizverwaltungen w Ludwigsburgu powstała w listopadzie 1958 r., a jej formalnym celem było archiwizowanie akt pohitlerowskich i przekazywanie ich do odnośnych urzędów prokuratury powszechnej. Choć centrala miała mieć charakter tymczasowy, istnieje do dziś i "stanowi urząd wymiaru sprawiedliwości, działający zgodnie z konstytucją" - jak wynika z wykładni niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego.
Już wiosną 1959 r. na prośbę centrali w Ludwigsburgu Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce zaczęła przekazywać zawartość polskich archiwów partnerom z RFN. Tylko w latach 1965-1989 Polacy przekazali Niemcom 36 tys. protokołów zeznań, 150 tys. fotografii, kilkadziesiąt tysięcy mikrofilmów i 12 tys. kompletów materiałów z prowadzonych śledztw.
W
zamian strona polska otrzymała z Ludwigsburga... listę polskich
gajowych i leśniczych współpracujących z RSHA (Głównym Urzędem
Bezpieczeństwa Rzeszy).
Legalne bezprawie
Prof. Witold Kulesza, dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, twierdzi, że istniała podstawa prawna, by przekazywać Niemcom dokumenty.
Tą
podstawą było porozumienie podpisane między rządami PRL i RFN,
stwierdzające, że dostęp do oryginałów naszych akt potrzebny
jest Niemcom do skuteczniejszego ścigania za zbrodnie popełnione na
terenie Polski.
Prokuratorzy
pionu śledczego IPN twierdzą tymczasem, że nie ma śladów
podpisania takiego porozumienia między rządami.
Zresztą
zgoda polskiej strony, zważywszy, że RFN była wtedy krajem wrogim
PRL ideowo, politycznie i militarnie, wydaje się czymś kuriozalnym.
Opinię
tę potwierdza znany prawnik, specjalista od spraw
polsko-niemieckich, prof. Jan Sandorski z Uniwersytetu im. Adama
Mickiewicza w Poznaniu.
Twierdzi
on, że nie było żadnego międzyrządowego porozumienia w tej
sprawie.
Otrzymane z Polski dokumenty miały służyć uruchomieniu wewnętrznego śledztwa w centrali w Ludwigsburgu, a ponieważ nie miała ona uprawnień prokuratorskich, wysyłano je później, jako podstawę ewentualnych aktów oskarżenia, do urzędów prokuratury powszechnej w miejscu zamieszkania podejrzanych.
Pikanterii
sprawie dodaje to, że Ludwigsburg ani razu nie wystąpił do żadnego
z polskich poszkodowanych o potwierdzenie zeznań czy chociażby
złożenie jakichkolwiek wyjaśnień, nie mówiąc o tym, że po
wykorzystaniu materiału dowodowego ani jednego z oryginalnych
dokumentów nie zwrócono właścicielowi.
Zmarły
niedawno tropiciel zbrodni hitlerowskich Szymon Wiesenthal nie mógł
zrozumieć, jak to się dzieje, że fotografie esesmanów mordujących
Polaków, zarejestrowane w aktach GKBZH, są odnajdywane w
niemieckich archiwach.
Osobą, która bezpośrednio decydowała o wysyłaniu akt do Niemiec, był nieżyjący już prof. Czesław Pilichowski, wieloletni prezes komisji. O wysyłce akt wiedziało jednak znacznie więcej osób. Niektóre z nich, choćby obecny wiceprezes IPN prof. Witold Kulesza, uważają, że nic złego się nie stało.
Osobą, która bezpośrednio decydowała o wysyłaniu akt do Niemiec, był nieżyjący już prof. Czesław Pilichowski, wieloletni prezes komisji. O wysyłce akt wiedziało jednak znacznie więcej osób. Niektóre z nich, choćby obecny wiceprezes IPN prof. Witold Kulesza, uważają, że nic złego się nie stało.
Dopiero
w styczniu 2005 r., po 46 latach
ogołacania polskich zbiorów archiwalnych, ktoś zwrócił na to
uwagę.
Polski antystandard
Z punktu widzenia polskiego prawa udostępnianie oryginałów akt - co jest skądinąd złamaniem światowego standardu w wymiarze sprawiedliwości - było nie tylko niedbalstwem, ale wręcz bezprawiem.
Naruszeniem
prawa było chociażby wysyłanie "stronie trzeciej"
zeznań, fotografii i innych materiałów dowodowych bez
powiadomienia poszkodowanych - ofiar lub ich rodzin. Tym bardziej że
bez oryginałów dokumentów skuteczne domaganie się ukarania
sprawców nie jest dziś możliwe.
Większości
dowodów nie da się odtworzyć, a świadkowie tych zdarzeń
przeważnie zmarli. Nie wyjdą więc nigdy na jaw okoliczności
zamordowania przez Niemców w lipcu 1942 r. jedenastu Polaków w
Dmeninie koło Radomska.
Podobnie
jak okoliczności rozstrzelania dwudziestu Polaków w Olkuszu (w
lipcu 1940 r.), kulisy zbrodni popełnionych w obozie jenieckim w
Królewcu czy morderstw dokonanych w latach 1943-1945 przez gestapo w
Tucholi. Akta tych i tysięcy innych spraw zostały w latach 70.
przekazane w całości do Ludwigsburga.
Niemieccy
prokuratorzy, mający oryginały dowodów zbrodni, mogli przewlekać
śledztwa czy opóźniać składanie wniosków. I
to robili.
Można zrozumieć, że w PRL władze państwowe nie troszczyły się o elementarny interes ofiar. Dziwi takie postępowanie w III RP. - Polska może być dumna z tego, co zrobiła; otrzymaliśmy za współpracę z Ludwigsburgiem liczne pochwały, m.in. od Fritza Bauera, jednego z nielicznych prokuratorów naprawdę ścigających niemieckich zbrodniarzy - mówi "Wprost" prof. Witold Kulesza.
Na pytanie, dlaczego ani Rosjanie, ani Francuzi z Ludwigsburgiem nie współpracowali, prof. Kulesza odpowiada: - Bo oni nie mają tego w zwyczaju.
Można zrozumieć, że w PRL władze państwowe nie troszczyły się o elementarny interes ofiar. Dziwi takie postępowanie w III RP. - Polska może być dumna z tego, co zrobiła; otrzymaliśmy za współpracę z Ludwigsburgiem liczne pochwały, m.in. od Fritza Bauera, jednego z nielicznych prokuratorów naprawdę ścigających niemieckich zbrodniarzy - mówi "Wprost" prof. Witold Kulesza.
Na pytanie, dlaczego ani Rosjanie, ani Francuzi z Ludwigsburgiem nie współpracowali, prof. Kulesza odpowiada: - Bo oni nie mają tego w zwyczaju.
Prof. Kulesza nadal opowiada się za współpracą z Ludwigsburgiem. W 2005 r. pracownicy IPN otrzymali podpisaną przez niego notatkę służbową, w której apeluje o pomoc dla centrum w Ludwigsburgu "w związku z tendencjami likwidacyjnymi tej instytucji". Innymi słowy, chodziło o wysyłanie do Ludwigsburga jak najwięcej akt. W uznaniu zasług dla polsko-niemieckiej współpracy prof. Kulesza jest często zapraszany do RFN na wykłady, prelekcje, a niedawno został także nagrodzony medalem przyjaźni.
Nie ma winnych!
Naczelnik Antoni Kura z IPN wraz z podległym mu prokuratorem Lucjanem Nowakowskim zwrócili się w kwietniu 2005 r. do ówczesnego prezesa IPN prof. Leona Kieresa o wyjaśnienie, dlaczego przekazywano Niemcom oryginały dokumentów.
Na
tej podstawie prezes Kieres, a później także wiceprezes Kulesza
powołali komisję do zbadania okoliczności utraty dokumentów. Jej
wnioski zostały przekazane ministrom sprawiedliwości - najpierw
Andrzejowi Kalwasowi (SLD), a później Zbigniewowi Ziobrze (PiS).
W
piśmie z 5 lipca 2005 r. Kalwas pociesza prezesa IPN, że utrata
dokumentów "nie ma miejsca", bo przecież "oryginał
akt i dowody rzeczowe (...) podlegają zwrotowi, chyba że organ
wysyłający się tego zrzeknie", oraz że "nic nie
sprzeciwia się występowaniu o zwrot dokumentów".
W
równie optymistycznym tonie utrzymane jest pismo ministra Ziobry z
12 stycznia 2006 r. Przy czym minister Ziobro zachęca dodatkowo do
"odtwarzania zaginionych dokumentów".
Wszystko wskazuje jednak na to, że dokumenty zostały stracone bezpowrotnie.
Wszystko wskazuje jednak na to, że dokumenty zostały stracone bezpowrotnie.
Na
jakąkolwiek prośbę czy sugestię ich zwrotu urzędnicy w
Ludwigsburgu najpierw reagowali rozkładaniem rąk, a później
zniecierpliwieniem.
Na nasze pytania odpowiadają: "Nie piszcie do nas! Akt już w Ludwigsburgu nie ma".
Na nasze pytania odpowiadają: "Nie piszcie do nas! Akt już w Ludwigsburgu nie ma".
A
gdzie są, tego nie wiadomo.
Dyrektor
centrali w Ludwigsburgu dr Joachim Reidel w piśmie do IPN sugeruje,
że część akt może się znajdować w Bundesarchiv w Koblencji,
Fryburgu lub Berlinie.
Część
została najprawdopodobniej zniszczona, uległ bowiem przedawnieniu
okres ich przechowywania.
- Jeśli w tej sprawie mieliśmy wyłącznie do czynienia z użyczeniem akt dla dobra niemieckiego śledztwa, jak zapewnia centrala w Ludwigsburgu, to czym prędzej należy się zwrócić do strony niemieckiej o ich zwrot. Gdyby strona niemiecka z jakichś powodów zwrotu odmówiła, trzeba wystąpić do sądu o odszkodowanie. Innego wyjścia nie ma - mówi "Wprost" prof. Jan Sandorski.
Nie mając wielu dowodów niemieckich zbrodni, jesteśmy bezradni wobec działań takich osób jak Erika Steinbach, która na równi ze zbrodniami Niemców stawia rzekome polskie zbrodnie dokonywane podczas wysiedleń Niemców. Nie mając dowodów, nie potrafimy się przed takimi zarzutami bronić.
- Jeśli w tej sprawie mieliśmy wyłącznie do czynienia z użyczeniem akt dla dobra niemieckiego śledztwa, jak zapewnia centrala w Ludwigsburgu, to czym prędzej należy się zwrócić do strony niemieckiej o ich zwrot. Gdyby strona niemiecka z jakichś powodów zwrotu odmówiła, trzeba wystąpić do sądu o odszkodowanie. Innego wyjścia nie ma - mówi "Wprost" prof. Jan Sandorski.
Nie mając wielu dowodów niemieckich zbrodni, jesteśmy bezradni wobec działań takich osób jak Erika Steinbach, która na równi ze zbrodniami Niemców stawia rzekome polskie zbrodnie dokonywane podczas wysiedleń Niemców. Nie mając dowodów, nie potrafimy się przed takimi zarzutami bronić.
prof. Daria Nałęcz
DYREKTOR NACZELNY ARCHIWÓW PAŃSTWOWYCH:
„Utrata znacznej części tak ważnego dla Polski archiwum dokumentującego niemieckie zbrodnie to kuriozum. Mogłabym jeszcze zrozumieć, gdyby chodziło tylko o naszą pomoc prawną, bo do tego jesteśmy zobowiązani. Jednakże niewykonanie kopii, brak dbałości o zwrot oryginałów, nie mówiąc już o utajnieniu tego procederu przed negocjatorami procesu restytucji archiwaliów z Niemiec, jest co najmniej niepokojące. Mam nadzieję, że ktoś w tej sprawie pójdzie jednak po rozum do głowy. Dobrze byłoby wiedzieć, czy chociaż jedna ze spraw, których akta przekazano, zakończyła się procesem lub skazaniem winnego.”
http://www.polonikmonachijski.de/101302/101533.html
Prawo w Polsce jest nastawione przeciw Polakom.
Kto za tym stoi?
* * *
Krótka niepełna analiza dotycząca sytuacji Polski i Niemiec po wojnie
/mowa o Niemczech „właściwych” tj. Zachodnich/:
POLSKA
|
NIEMCY
|
|
Okupacja
po wojnie
|
65
lat
|
20 lat
[w
zasadzie brak denazyfikacji]
|
Ukrywanie
patriotyzmu
|
tak
|
nie
[masowy
sprzeciw wobec denazyfikacji]
|
Elity
polityczne i administracja państwowa
|
Całkowita
wymiana w ciągu kilku lat
|
Symboliczne
ukaranie nazistów, powrót członków NSDAP na stanowiska w
administracji rządowej w 1953 roku
|
Metoda
walki powojennej
|
Partyzantka
– do roku 1951, potem tajne związki
[ukrywanie
się z patriotyzmem]
|
Na
terenie Niemiec - brak
[
półoficjalne rządy „byłych” nazistów]
Na
terenie Polski – wchodzenie
w struktury UB, SB
|
Służby
specjalne
|
podporządkowane
ZSRR, na przełomie lat sześćdziesiątych i
siedemdziesiątych – przechwycone przez Werwolf
słabo
zweryfikowane po 1989 r.
ma
15 delegatur w największych miastach Polski
|
Od
początku tworzone przez niemieckiego nacjonalistę [generała
Reiharda Gehlena] i zatrudniające nazistów
obecna
nazwa: BND
|
Sprawność
gospodarcza i polityczna państwa
|
Bardzo
słaba – kraj jest na skraju bankructwa, społeczeństwo jest
oszukiwane i antagonizowane, politycznie nie liczymy się –
grozi nam rozpad
|
Bardzo
mocna – silny eksport, rozwinięta gospodarka – w światowej
pierwszej piątce, politycznie zaczyna zajmować pozycję
mocarstwa europejskiego
|
Ciągłość polityczna i społeczna państwa |
Nie |
Tak |
Kartogramy
1. Referendum akcesyjne do UE 2003 r.

2. Wybory prezydenckie 2005 r. - na tle mapy II RP i Ks. Warszawskiego

3. Wybory do Sejmu 2007 r.
Wyniki wyborów w poszczególnym powiatach – efekt działalności niemieckich gazet czy po
prostu silny Werwolf?
Jak
silna jest 5 kolumna w Polsce?
4. Wybory prezydenckie 2010 r.

5. Wybory do Sejmu 2011 r.
6. Procent głosów nieważnych w wyborach do Sejmików

7. Procent głosów nieważnych w wyborach samorządowych 2010 r.
Dowód na to, że niefrasobliwość, nieumiejętność i głupota
są ograniczone granicami województw, powiatów – czy może dowód
na masowe fałszowanie kart do głosowania?
Jeśli
to fałsz – to jaka siła, jaka organizacja to sprawiła?
Wygląda
na to, że w polach: czerwonym i pomarańczowym Werwolf jest
najsilniejszy.
Jeżeli państwem polskim zarządzało polskojęzyczne gestapo (przemianowane po roku 1945 na UB), to skąd pewność, że powojenne dane demograficzne nie są zakłamane.
MS Steuben – zginęło ok. 4900 osób
MS "Goya" – zginęło ok. 6800 osób
MS "Wilhelm Gustloff" – zginęło ok. 10000 osób
Na tych wrakach nie wolno nurkować, nawet na 50 m nie wolno się zbliżać.
Skąd pewność, że to prawda?
Brakuje mi Gryfa i Łupaszki na Pomorzu...
ale to pokazuje zaangażowanie pro-polskie. Akcja Wisła - przesiedlenie Ukraińców - to rok 1947.
Głosy na NSDAP w poszczególnych regionach III Rzeszy w 1933 r.
Przyczyny wysiedleń były rozmaite. Główną była chęć utworzenia etnicznie jednorodnych państw w Europie Środkowej, tak by niemieccy nacjonaliści ponownie nie wykorzystali w przyszłości istnienia skupisk mniejszości niemieckiej w sąsiadujących krajach do przeprowadzenia wojen zaborczych. Innymi przyczynami były:
W czasie inwazji Niemiec na Polskę, lokalna mniejszość niemiecka utworzyła Selbstschutz, organizacje paramilitarną wspierającą niemieckie wojska w ataku na Polskę i dokonującą licznych zbrodni oraz aktów sabotażu. Pod koniec II wojny światowej Niemcy utworzyły podobną organizację o nazwie Werwolf, która miała walczyć przeciw siłom sojuszniczym i terroryzować ludność napływową. Poparcie dla nazizmu było silne wśród społeczeństwa niemieckiego.
Dla przykładu, w sondażach przeprowadzonych w amerykańskiej strefie okupacyjnej od listopada 1945 do grudnia 1947 procent ludności niemieckiej która popierała pogląd iż „Narodowy socjalizm był dobrą ideą, ale źle realizowaną” wynosił od 47 do 55%[6], zaś w sondażu z listopada roku 1946 37% Niemców uznało iż „eksterminacja Żydów, Polaków i innej ludności niearyjskiej była konieczna z punktu widzenia bezpieczeństwa Niemiec”[7].
Wysiedlenie mniejszości niemieckiej, wśród której organizacje typu Selbstschutz i Werwolf się rekrutowały i otrzymywały wsparcie, miało zapobiec powtórzeniu się sytuacji z początku II wojny światowej[5].
Łączna liczba Niemców, którzy w końcowym okresie wojny i po wojnie uciekli, powrócili lub zostali przetransportowani do Niemiec, wynosi około 14 milionów osób[8], z czego 473 tysięcy straciło życie w wyniku różnych przyczyn, takich jak choroby, głód, śmierć z zimna, marsze śmierci na rozkaz władz Niemiec, ataki bandytów i pobyt w sowieckich obozach przesiedleńczych[9]. Dane te częściowo potwierdzili historycy biorący udział w latach 90. w polsko-niemieckim programie badań historii „wypędzonych”[10], krytycznie weryfikując podawaną w RFN liczbę 2 milionów ofiar śmiertelnych jako nieprawdziwą, i przyjmując za najbliższe prawdzie szacunki niemieckiego Archiwum Federalnego z 1974 mówiące o 400 tysiącach ofiar śmiertelnych na ziemiach wcielonych do Polski i ZSRR (bez ofiar ewakuacji Niemców prowadzonej przez władze niemieckie w ramach akcji Heim ins Reich oraz ucieczek przed frontem, mających miejsce przejęciem tych terenów przez oba państwa) – z czego ok. 200 tysięcy[10] padło ofiarą deportacji do ZSRR (skąd już nie powrócili, a większość z nich prawdopodobnie zmarła z różnych przyczyn), ok. 60 tysięcy[10] zmarło w obozach polskich, ok. 40 tysięcy[10] w obozach sowieckich, a około 120 tysięcy[10] to ofiary śmiertelne różnych zbrodni na ludności cywilnej, popełnionych głównie[10] przez żołnierzy Armii Czerwonej.
Przyczyny wysiedleń były rozmaite. Główną była chęć utworzenia etnicznie jednorodnych państw w Europie Środkowej, tak by niemieccy nacjonaliści ponownie nie wykorzystali w przyszłości istnienia skupisk mniejszości niemieckiej w sąsiadujących krajach do przeprowadzenia wojen zaborczych. Innymi przyczynami były:
- przeważająca kolaboracja ludności niemieckiej z siłami Rzeszy, jej pomoc w wojnie przeciw krajowi zamieszkania oraz udział w zbrodniach niemieckich na ludności kraju zamieszkania. Z tego względu ludność niemiecka była widziana jako zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa, nie widziano także możliwości pokojowego współżycia dawnych ofiar niemieckich mordów i zbrodni z Niemcami. Prezydent Czechosłowacji na uchodźstwie Edvard Beneš w przemówieniu radiowym po rozpoczęciu II wojny światowej zaapelował o usunięcie z odrodzonej Czechosłowacji tych Niemców którzy przyczynili się do jej upadku[4]. Propozycje transferu populacji niemieckiej ze względu na jej działalność na szkodę państwa polskiego pojawiły się także w roku 1941 w kołach polskiego rządu[5]. Dotyczyły one jednak o wiele mniejszych obszarów i mniejszej liczby osób, niż to później miało miejsce. Nie da się także udowodnić wpływu koncepcji tego rządu na Stalina lub PKWN.
W czasie inwazji Niemiec na Polskę, lokalna mniejszość niemiecka utworzyła Selbstschutz, organizacje paramilitarną wspierającą niemieckie wojska w ataku na Polskę i dokonującą licznych zbrodni oraz aktów sabotażu. Pod koniec II wojny światowej Niemcy utworzyły podobną organizację o nazwie Werwolf, która miała walczyć przeciw siłom sojuszniczym i terroryzować ludność napływową. Poparcie dla nazizmu było silne wśród społeczeństwa niemieckiego.
Dla przykładu, w sondażach przeprowadzonych w amerykańskiej strefie okupacyjnej od listopada 1945 do grudnia 1947 procent ludności niemieckiej która popierała pogląd iż „Narodowy socjalizm był dobrą ideą, ale źle realizowaną” wynosił od 47 do 55%[6], zaś w sondażu z listopada roku 1946 37% Niemców uznało iż „eksterminacja Żydów, Polaków i innej ludności niearyjskiej była konieczna z punktu widzenia bezpieczeństwa Niemiec”[7].
Wysiedlenie mniejszości niemieckiej, wśród której organizacje typu Selbstschutz i Werwolf się rekrutowały i otrzymywały wsparcie, miało zapobiec powtórzeniu się sytuacji z początku II wojny światowej[5].
Łączna liczba Niemców, którzy w końcowym okresie wojny i po wojnie uciekli, powrócili lub zostali przetransportowani do Niemiec, wynosi około 14 milionów osób[8], z czego 473 tysięcy straciło życie w wyniku różnych przyczyn, takich jak choroby, głód, śmierć z zimna, marsze śmierci na rozkaz władz Niemiec, ataki bandytów i pobyt w sowieckich obozach przesiedleńczych[9]. Dane te częściowo potwierdzili historycy biorący udział w latach 90. w polsko-niemieckim programie badań historii „wypędzonych”[10], krytycznie weryfikując podawaną w RFN liczbę 2 milionów ofiar śmiertelnych jako nieprawdziwą, i przyjmując za najbliższe prawdzie szacunki niemieckiego Archiwum Federalnego z 1974 mówiące o 400 tysiącach ofiar śmiertelnych na ziemiach wcielonych do Polski i ZSRR (bez ofiar ewakuacji Niemców prowadzonej przez władze niemieckie w ramach akcji Heim ins Reich oraz ucieczek przed frontem, mających miejsce przejęciem tych terenów przez oba państwa) – z czego ok. 200 tysięcy[10] padło ofiarą deportacji do ZSRR (skąd już nie powrócili, a większość z nich prawdopodobnie zmarła z różnych przyczyn), ok. 60 tysięcy[10] zmarło w obozach polskich, ok. 40 tysięcy[10] w obozach sowieckich, a około 120 tysięcy[10] to ofiary śmiertelne różnych zbrodni na ludności cywilnej, popełnionych głównie[10] przez żołnierzy Armii Czerwonej.
Przez długi czas liczba wysiedlonych Niemców oraz liczba zmarłych osób podczas przesiedlenia była obiektem manipulacji strony niemieckiej, inspirowanej przez organizacje mające na celu rewizję układu Poczdamskiego. Poprzez zawyżanie liczb planowano zaszokować opinię publiczną, tak aby stała się przychylna postulatom politycznym Niemieckich organizacji ziomkowskich. Liczbę ofiar ustalono poprzez porównanie liczby mieszkańców wschodnich Niemiec z roku 1939 i 1948.
Spis ludności z 1939 roku podawał iż na terenach tych żyło 10 mln 87
tysięcy obywateli niemieckich. Liczba wysiedlonych w 1948 roku wynosiła
tylko 7 mln 85 tysięcy osób.
Na dawnych terenach Nazistowskiej Rzeszy
pozostało 835 tysięcy obywateli niemieckich. Brakowało więc 2 mln 167
tysięcy osób. Tę właśnie liczbę uznano za liczbę ofiar śmiertelnych.
Dodano do niej także Niemców którzy przed wojną mieszkali w Polsce i Wolnym Mieście Gdańsku.
Zadeklarowano więc 2 mln 484 tysięcy osób jako zabitych[9]. Liczba ta była manipulacją, nie uwzględniała bowiem naturalnych zgonów i samobójstw ani poległych członków Volkssturmu,
tych, którzy uciekali przed nadciągającym frontem sowieckim. Ponadto
nie brała pod uwagę śmierci z głodu, chorób, ofiar marszów śmierci
dokonywanych na rozkaz władz niemieckich z terenów wschodnich Niemiec,
oraz egzekucji na własnych obywatelach, oskarżonych o zdradę czy też
defetyzm. Przyjęta metoda wyliczania strat powodowała, że liczby te
obejmowały także obywateli niemieckich pochodzenia żydowskiego, zabitych
podczas Holocaustu.
Ze względu na niewiarygodność tych danych w następnych latach wielokrotnie podjęto się ponownych badań mających na celu ustalenie rzeczywistych liczb. W roku 1964 specjalna komisja kościelna oceniła całkowitą liczbę ofiar wysiedlenia na około 473 tysięcy osób. W roku 1996 specjalna komisja czesko-niemiecka potwierdziła tę tezę rewidując dotychczasową liczbę ofiar Niemców sudeckich z 225 tysięcy do 16 tysięcy[9]. Tym niemniej organizacje ziomkowskie nadal publikują informacje twierdzące o ponad 2 milionach zabitych, w tym 225 tysiącach zamordowanych Niemców sudeckich[9].
Największy prawdopodobnie dotychczas masowy grób odkryto w 2008 roku w Malborku – 2116 ciał. Wszyscy zmarli lub zginęli przed przejęciem miasta przez polską administrację.
Problemem pozostaje, iż nie wszyscy zaliczeni do tak zwanych „wypędzonych” zostali wysiedleni.
Część z nich to uciekinierzy wojenni,
jak i administracja okupowanych terenów oraz obsługa cywilna wojska.
Niemieckie prawo za „wypędzonych” uznaje także osoby, które zostały
zmuszone do opuszczenia terenów zajętych przez Niemcy, na których
znalazły się w wyniku nazistowskiej polityki okupacyjnej, jak na
przykład dzieci żołnierza urodzone w miejscu jego stacjonowania (Erika Steinbach), a także uciekinierów i ich rodziny (Peter Glotz).
W wywiadach dla radia Deutschlandfunk w listopadzie 2006:
- historyk Ingo Haar potwierdził swoją opinię, że podczas wysiedlenia Niemców zmarło 500 000–600 000, w tym ok. 400 000 na wschód od Odry-Nysy[11].
- polityk CDU, sekretarz stanu MSW, Christoph Bergner podtrzymuje stanowisko niemieckiego państwa, że podczas ucieczki i wysiedlenia zginęło 2–2,5 miliona[12].
- inny historyk Rüdiger Overmans nazwał Bergnera i Erikę Steinbach „laikami”[13].
No, to ilu niemców zostało na Ziemiach Odzyskanych, hę??
8. Frekfencja w wyborach samorządowych 2010 r.
Rozkład ilości głosujących był zbliżony w całym kraju.
9. Wybory do Sejmu 2007 r.
Może ta mapa powie nam więcej?
Nie zapominajmy - Słowianie, POLACY sięgali kiedyś znacznie dalej na zachód, niż dzisiaj.
I oby to wróciło...
Józef Kisielewski "Ziemia gromadzi prochy"
http://pl.wikipedia.org/wiki/Wybory_parlamentarne_w_Polsce_w_2011_roku
http://pl.wikipedia.org/wiki/Wybory_samorz%C4%85dowe_w_Polsce_w_2010_roku
http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Wybory_samorz%C4%85dowe_g%C5%82osy_niewa%C5%BCne_do_sejmik%C3%B3w.png
http://pl.wikipedia.org/wiki/Wysiedlenia_Niemc%C3%B3w_po_II_wojnie_%C5%9Bwiatowej
Mapa o walkach z
komunistami po 1945 r. ze strony:
http://pobozny-socjalizm.blogspot.com/2012/05/mapa-polski-poboznych-socjalistow-i.html
http://pobozny-socjalizm.blogspot.com/2012/05/mapa-polski-poboznych-socjalistow-i.html
Wspaniały wpis.
OdpowiedzUsuńDziękuję za morze wiadomości!
A te osoby o progermańskich poglądach są także na innych formach dyskusyjnych, np. forum marienburg z Malborka. Proszę zwrócić uwagę na prezentowane tam poglądy i przeanalizować pod kątem stosunku do Niemców. Tam piszą osoby, które są niby Polakami, ale co to za Polacy?
Pozdrawiam!
To nie Polacy tylko kolaboranci i zdrajcy.
UsuńWiem, wiem, niestety na analizę wszystkiego doba jest za krótka... Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńhttp://halat.pl/drang_nach_osten.html#
OdpowiedzUsuńLudzie, opamietajcie sie!
OdpowiedzUsuńPrzydałoby się zaktualizować ten artykuł po ostatnich wyborach Samorządowych, to co się wydarzyło to nie mógł być przypadek.
OdpowiedzUsuń